BPS

Banki spółdzielcze będą zacieśniać współpracę

Wspólne inicjatywy banków spółdzielczych, jak wspólny system informatyczny czy obsługa biur, pozwalają im oszczędzać koszty. Dlatego instytucje zapowiadają zacieśnianie współpracy. Dążenie do poprawy efektywności kosztowej jest szczególnie istotne w środowisku niskich stóp procentowych, które dla całego sektora finansowego są dużym wyzwaniem. 

Wyzwaniem dla banków spółdzielczych jest jeszcze większa współpraca, która zapewni oszczędności po stronie kosztowej, ponieważ ważna jest poprawa efektywności. Sposób, w jaki jesteśmy zorganizowani, czyli w formie zrzeszeń i systemów ochrony, sprawia, że możemy dokonać takich przedsięwzięć, które mają charakter outsourcingu niektórych czynności zaplecza, backoffice’u, co zapewnia bankom niższe koszty – podkreśla  Adam Skowroński, prezes Systemu Ochrony Instytucjonalnej w Spółdzielczej Grupie Bankowej.

Liczba uczestników systemów ochrony ciągle rośnie. W czerwcu tego roku uczestnikami systemu ochrony BPS było 259 banków, a systemu ochrony SGB 198 banków. Łącznie uczestnikami systemów ochrony jest 457 banków. Zrzeszenia w formie systemów ochrony powodują, że banki spółdzielcze mogą współpracować i ograniczać koszty. Dlatego, jak podkreśla Skowroński, potrzebna jest szersza współpraca banków spółdzielczych.

To jest wyzwanie na kolejne miesiące i lata, żeby realizować wspólne przedsięwzięcia, jak wspólny system informatyczny, które zapewnią bankom przy zachowaniu pełnej niezależności poprawę efektywności finansowej – przekonuje Adam Skowroński.

Jak podkreśla, sytuacja w sektorze banków spółdzielczych jest stabilna, mimo że tak jak dla całej bankowości okres jest trudny.

Mamy okres historycznie niskich stóp procentowych, z czym banki muszą sobie radzić. Jest też wiele wahań na rynku, co zawsze wpływa na wzrost ryzyka – mówi Adam Skowroński.

2016 rok to dla całego sektora bankowego wyzwania regulacyjne. Czekają one również banki spółdzielcze, które choć zgłaszają potrzebę zastosowania wobec nich zasady proporcjonalności, uzasadniając to niewielkim rozmiarem instytucji i działaniem w ramach zrzeszeń, to mogą przeforsować swoich postulatów. W czerwcu została podpisana ustawa o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, systemie gwarantowania depozytów oraz przymusowej restrukturyzacji. Ustawa wprowadza dwie nowe dyrektywy i wejdzie w życie w październiku, po upływie 3-miesięcznego okresu vacatio legis.

Dyrektywy, które dotyczą całego sektora, dotyczą również nas. W tym roku będą wdrażane w Polsce dwie dyrektywy dotyczące gwarantowania depozytów, czyli DGS i dyrektywa BRR, dotycząca przymusowej restrukturyzacji. To są wyzwania na najbliższe miesiące – wskazuje Skowroński.

Już w ubiegłym roku dyrektywa CRD IV i rozporządzenie CRR wymusiły wprowadzenie zmian strukturalnych. Pod koniec ubiegłego roku KNF zatwierdziła umowy systemów ochrony instytucjonalnej obydwu działających zrzeszeń banków spółdzielczych oraz banków je zrzeszających. Utworzenie systemów ochrony instytucjonalnej, dzięki wprowadzonym mechanizmom kontrolnym i pomocowym, może zwiększyć bezpieczeństwo sektora, a w dłuższej perspektywie zwiększyć jego konkurencję.

Myślę, że dla klientów bardzo ważne jest to, że w bankach spółdzielczych mogą liczyć na dobrą obsługę niezależnie od zmian koniunkturalnych. Banki spółdzielcze nie stosują takiej zasady, że w przypadku spadku rentowności ograniczają finansowanie jakiegoś sektora gospodarki, ale podchodzą do tych spraw bardzo indywidualnie. Mogą sobie na to pozwolić, są to jednostki lokalne, które działają bardzo elastycznie – ocenia przedstawiciel IPS SGB.

Z „Informacji o sytuacji banków spółdzielczych i zrzeszających” przygotowanej przez KNF wynika, że w ubiegłym roku wynik finansowy netto banków spółdzielczych zmniejszył się w stosunku do 2014 roku o ponad 29 proc. (do 535,4 mln zł). W dużej mierze było to spowodowane wypłatami z FOŚG na pokrycie środków gwarantowanych deponentom SBRzR w Wołominie. Na słabsze wyniki miały też wpływ utrzymujące się niskie podstawowe stopy procentowe oraz wysoka nadwyżki depozytów sektora niefinansowego nad kredytami dla tego sektora. Skowroński uważa, że sytuacja w zakresie stóp procentowych się ustabilizowała, dlatego wyniki banków nie będą gorsze niż w poprzednim roku.

– Spodziewamy się, że wynik banków na koniec roku będzie zbliżony do tego z 2015 roku. Trudno mówić o konkretnych kwotach, bo zmienia się struktura banków w systemach ochrony. Niemniej wydaje się, że następuje stabilizacja i spodziewamy się, że wynik będzie na podobnym, być może na nieco lepszym poziomie niż w roku ubiegłym – prognozuje ekspert

koeki

Korki w miastach kosztują kierowcę średnio 3,3 tys. zł rocznie

Kierowcy i gospodarka tracą miliardy złotych przez korki w polskich miastach. Tylko w Warszawie średni koszt na jednego kierowcę to blisko 4 tys. zł – wynika z badania Deloitte i Targeo.pl. W rozładowaniu zatorów pomóc mogą nie tylko usprawnienia infrastrukturalne, lecz także rozwiązania IT, w tym zmiana przyzwyczajeń kierowców i systemy wspierające współdzielenie dojazdu do pracy.

Przez korki w siedmiu największych polskich miastach kierowcy tracą rocznie aż 3,8 mld zł, a gospodarka (po odjęciu dochodów podatkowych) prawie 3,3 mld zł, czyli 0,19 proc. PKB w ubiegłym roku – oszacowali eksperci firmy konsultingowej Deloitte i Targeo.pl. Dodatkowo problem korków narasta z roku na rok. W porównaniu z poprzednią edycją badania koszt korków wzrósł o 12 proc. To wystarczające powody, aby poświęcać coraz więcej uwagi sznurom samochodów blokujących ulice aglomeracji.

Jako sposoby na zmniejszenie korków w miastach rozpatrujemy tutaj dwa obszary: miękkie i twarde – mówi Adam Penkala, współzałożyciel firmy informatycznej Velis IT Systems. – W obszarach twardych, tzw. infrastrukturalnych, mówimy o pewnych tradycyjnych rozwiązaniach: usprawnienia skrzyżowań, obszaru świateł drogowych, ale my skupiamy się w szczególności na obszarach miękkich, czyli zmianie zachowań kierowców w zakresie transportu i jazdy autem.

Według szacunków Deloitte w samej Warszawie, stolicy i centrum biznesowym kraju, koszt korków w 2015 r. na jednego kierowcę to średnio 15 zł dziennie i 3 976 zł rocznie. Z kolei średnio w siedmiu monitorowanych miastach to 13 zł dziennie i 3 350 zł rocznie. Statystycznie najgorzej jest we Wrocławiu, gdzie według danych kierowca z powodu korków traci rocznie ok. 80 proc. średniego miesięcznego wynagrodzenia, stojąc w korkach średnio niemal 9 godzin miesięcznie.

Penkala zaznacza, że właśnie w obszarach miękkich jest znaczący potencjał do zastosowania rozwiązań IT, w szczególności oprogramowania, które daje możliwości do zahamowania wzrostu kosztów generowanych przez uliczne korki.

Są to chociażby systemy wspierające współdzielenie dojazdu do pracy do centrów biznesowych, które tradycyjnie generują bardzo dużo ruchu samochodowego – wskazuje Penkala. – Tego typu rozwiązania mogą znacznie obniżyć liczbę samochodów w miastach, a tym samym zmniejszyć korki.

Dla przykładu, do centrum biurowego na warszawskim Służewcu codziennie własnym samochodem dojeżdża ok. 30 tys. pracowników, czyli blisko 1/3 zatrudnionych tam osób. Według JLL 87 proc. aut przewozi jedynie kierowcę. To powoduje, że kierowcy w godzinach szczytu stoją tam w gigantycznych korkach, a dodatkowo jest duży problem z parkowaniem. Eksperci JLL podkreślają, że w rozładowaniu zatorów mogłyby pomóc np. preferencyjne miejsca parkingowe dla aut, w których podróżują co najmniej dwie osoby, a także aplikacje umożliwiające kojarzenie kierowców i pasażerów.

W ocenie Penkali miasta powinny wspomagać tego typu projekty, w szczególności jeśli chodzi o promocję i ewentualne benefity dla samych kierowców.

Żadna organizacja nie jest w stanie poradzić sobie np. ze stworzeniem dodatkowych pasów ruchu dla współdzielonych samochodów. Tutaj konieczne jest współdziałanie kierowców czy organizacji z miastem – uważa przedstawiciel Velis IT Systems. – Za granicą idea współdzielenia dojazdów ma już ponad 20 lat, a prekursorem tego typu rozwiązań są Stany Zjednoczone. Tam miasta już stworzyły bezpośrednie pasy dla współdzielących dojazd chociażby do pracy.

W Europie Velis również ma dobre przykłady inicjatyw w tym zakresie.

Mieliśmy nawet zapytania od pastora z kościoła z Belgii, który chciał te systemy wykorzystać do dojazdu na mszę dla swoich wiernych. Widzimy więc bardzo dużą poprawę w ostatnich latach – podsumował Penkala.